Catz ’n Dogz wydali „moln” - singiel nagrany w Madrycie z Mydem i Stuzzim, który zapowiada album „Finally”. Płyta ukaże się jesienią nakładem Sony Music Entertainment Poland.
Więcej światła niż zwykle
Po latach rozgrzewania ciemnych klubowych parkietów duet wpuszcza do swojej muzyki wyraźnie więcej światła. „moln” idzie w stronę disco, jest pogodne i napędzone, a wokal opowiada o chmurach płynących w rytm nad głową. To numer na koniec nocy albo na jej najlepszy moment, zależnie od tego, jak kto liczy godziny.
Album pisany piosenkami, nie tylko groove’ami
„Finally” zapowiada się na najbardziej optymistyczny materiał w dorobku duetu. Zmiana jest też warsztatowa: zamiast budować wszystko wokół samego groove’u, Szczecinianie przesuwają ciężar w stronę wokali i piosenkowej konstrukcji. Wcześniej pojawiły się „We’re Gonna Be Alright” z Ajii oraz „Take The Night” z Drew Hallem, więc kierunek był czytelny od kilku miesięcy. Nie znika przy tym to, z czego duet jest znany: energia i poczucie wspólnoty, które od zawsze działały u nich lepiej niż jakikolwiek manifest.
Polska scena, która dawno wyszła w świat
Catz ’n Dogz to jeden z niewielu polskich projektów elektronicznych rozpoznawalnych w całej Europie, z własną wytwórnią i kalendarzem wypełnionym zagranicznymi klubami. Ostatnie lata spędzili też na przecinaniu swojego świata z polską sceną wokalną - nagrali między innymi „High” z Mrozu i Kubą Karasiem, o którego solowym debiucie pisaliśmy wcześniej. „moln” jest kolejnym krokiem w tę stronę: to house zrobiony z myślą o osobie, która nie musi wiedzieć, czym jest house, żeby dobrze się przy nim bawić.
Tytuł znaczy po prostu „chmura” i pasuje do lekkości tego nagrania. Jesienna premiera albumu wypada w momencie, w którym parkiety wracają do środka po sezonie festiwalowym, a materiał tak pomyślany ma szansę zadziałać zarówno w klubie, jak i w słuchawkach w drodze do pracy.
Gościnny skład też nie jest przypadkowy. Myd od lat porusza się między francuskim disco a elektroniczną ekscentrycznością, a Stuzzi dokłada wokalną swobodę, dzięki której numer nie brzmi jak klubowy fragment wycięty z dłuższego setu, tylko jak skończona piosenka.
Źródło: Sony Music Polska

