Smutne wieści z Wysp. William Orbit, jeden z najważniejszych producentów w historii elektroniki, zmarł 23 lipca w swoim domu. Miał 69 lat. Przyczyny śmierci nie ujawniono.

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, kto sprawił, że pop przestał się bać syntezatorów - to właśnie on. Urodzony w Londynie jako William Wainwright, karierę zaczynał w latach 80. w elektronicznym składzie Torch Song, ale świat poznał go dzięki "Ray of Light" Madonny. Album z 1998 roku przyniósł mu dwie statuetki Grammy i na zawsze zmienił to, jak brzmi wielki pop.

Na tym nie koniec. "Black Coffee" i "Pure Shores" All Saints? Orbit. Szósty album Blur, ten z "Coffee & TV"? Orbit. Do tego współprace z Melanie C, Robbiem Williamsem i Britney Spears oraz kultowa elektroniczna wersja "Adagio for Strings" Barbera, która w 1999 roku dobiła do 4. miejsca brytyjskiej listy - a potem, w rękach Ferry'ego Corstena i Tiësto, stała się jednym z fundamentów trance'u.

"Miał naprawdę unikatowy sposób patrzenia na muzykę. Nigdy nie szedł oczywistą drogą" - żegna go Ferry Corsten.

Solowo zostawił po sobie m.in. "Pieces in a Modern Style" (2000), "The House" (2010) i "The Painter" (2022). Hołd oddali mu też Dave Pearce i Nicole Appleton.

Graj głośno, Williamie.

źródło: DJ Mag