R3HAB opublikował singiel „The last dance…" - ostatnią zapowiedź albumu „Dream inside a dream…", którego premiera odbędzie się 31 lipca. Po niedawnym „If i could stop time…" nowy numer domyka drogę prowadzącą do wydawnictwa i jest ostatnim przedsmakiem tego, co znajdzie się na płycie. Całość poznamy pod koniec miesiąca.
Muzycznie to nie jest utwór skrojony pod pierwszy drop na mainstage. „The last dance…" stoi na ciepłych melodiach, emocjonalnym wokalu i nastrojowej produkcji, a opowiada o cichej sile potrzebnej do zaakceptowania zmian i pójścia naprzód. Jako finałowa kompozycja albumu oddaje ciężar kończących się etapów życia, ale szuka w nich piękna obietnicy nowych początków. Rozwój, odporność i przemieniająca moc odpuszczania - to tematy, które R3HAB kładzie tu na stół.
Sam artysta tłumaczy to wprost: „«The last dance…» to słodko-gorzkie pożegnanie z tym, co przestało już nam służyć. W moim przypadku na różnych etapach życia były to domy, nawyki, cele i relacje. Uczę się przyjmować wszystko z otwartymi ramionami, być wdzięcznym za czas, jaki dostaję w każdym okresie życia, i wierzyć, że otrzymane lekcje pomogą mi poradzić sobie z tym, co dopiero nadejdzie. To utwór zamykający mój nadchodzący album - traktuję go jako podziękowanie za ten rozdział mojego życia i powitanie tego, co przyniesie przyszłość".
Dorobek producenta ustawia tę premierę w konkretnym miejscu. Od 2017 roku R3HAB nieprzerwanie utrzymuje się w czołówce rankingu DJ Mag Top 100 DJs, a w jego katalogu obok autorskich albumów są remiksy dla Taylor Swift, Rihanny, Lady Gagi i The Chainsmokers. W 2016 roku powołał własną wytwórnię CYB3RPVNK, która zebrała już ponad 4 miliardy odtworzeń i stała się platformą dla nowego pokolenia twórców elektroniki. Do tego regularne występy na Tomorrowland, Ultra Music Festival i Coachelli.
W bounce najciekawsze wydaje się właśnie to przesunięcie akcentu. Artysta z takim klubowym dorobkiem mógł domknąć album kolejnym pewniakiem na parkiet, a zamiast tego wybrał pożegnanie: wolniejsze, bardziej osobiste, z wokalem na pierwszym planie. „Dream inside a dream…" 31 lipca pokaże, czy cały krążek gra w tej samej tonacji.

